Utopia
Dawno temu zadałem sobie pytanie: jak to jest oglądać najlepszych piłkarzy świata z pozycji kibica usytuowanego na trybunach, dosłownie o kilka kroków od perfekcyjnie przygotowanej murawy, po której biegają istni herosi z pierwszych stron gazet. Otóż niczym nie różnią się od piłkarzy Górnika Łęczna, Wisły Kraków, czy Legii Warszawa, których wcześniej mogłem oglądać na własne oczy pod szyldem największych sław polskiej klubowej kopanej i o dziwo… są ludźmi. Budzą jednak znacznie silniejsze emocje i są nawet w stanie chwilowo zmącić to, na co narzeka twoje ciało, a więc (w moim przypadku) na przeraźliwe zmęczenie.
Po wyjściu na rozgrzewkę piłkarzy Manchesteru United nie dowierzałem, że dostąpiłem zaszczytu oglądania mistrza Anglii, o czym marzyłem całe życie. Bardzo trudno było mi się do tego przyzwyczaić, a w dodatku nie do końca byłem w stanie owładnąć całą dziką energią, która we mnie wstąpiła. Nadzwyczajne jej pokłady, jakie znalazły się znikąd w moim organizmie, dały znać o sobie, choć szukały miejsca ujścia. Bezapelacyjnie najłatwiejszą drogą ku temu była jama ustna, która nie zamykała mi się przez 90 minut meczu, któremu nie mogłem się nawet dokładnie przyjrzeć przez “ruchomy obraz”. Nie mogę powiedzieć, że od początku tego historycznego dnia byłem skupiony na tym, co czeka mnie na pięknym obiekcie Allianz Arena. Byłem cieniem własnego siebie od momentu opuszczenia autokaru, którym było mi dane podróżować niemal przez pełną dobę. I choć znalazłem się kilkaset metrów obok miejsca, gdzie miały się ziścić moje chore sny, nie miałem siły, by nawet spoglądać na tę nadzwyczajną arenę.
Bez apetytu i chęci na cokolwiek, oddychałem i przemieszczałem się niemrawo w towarzystwie skromnej grupy fanów, która liczyła sobie raptem kilka osób. Wreszcie uzmysłowiłem sobie, że wykonałem 80% planu, czyli dotarłem w miejsce docelowe, choć nadal mój mózg nie przetwarzał należycie docierających sygnałów, że powinienem być w stanie euforycznym przed pierwszym gwizdkiem sędziego na Audi Cup. Nie zmrużyłem nawet oka do południa, a w dodatku kroczyłem po uliczkach sympatycznego Monachium, by skosztować jakiegokolwiek zimnego napoju. Nastrój błogości, który teoretycznie powinien towarzyszyć człowiekowi odhaczającemu na swojej liście jeden z życiowych celów, akompaniował mi dopiero od momentu, kiedy ułożyłem się wygodnie na krzesełku i do moich uszu docierał niebiański głos wokalisty Kings of Leon – Caleba Followilla – w utworach “Use Somebody” oraz “Sex on Fire”. Niemcy potrafili doskonale dotrzeć do moich gustów muzycznych, więc wreszcie moje powieki samoistnie się zamknęły i wpadłem w pewien trans, który trwał do końca rywalizacji (nie, uprzedzę zaskocznie, daleki byłem wtedy od snu) pomiędzy wyjątkowym zespołem, a równie interesującym argentyńskim mocarzem Boca Juniors.
Celebrytę zobaczyłem niejednego i szkoda tracić czas na ich wymienianie, bo niemal każde nazwisko spośród piłkarzy, którzy pojawiali się na boisku w czasie tego prestiżowego turnieju, nie było dla nikogo nowością. Świadczy o tym fakt, że Allianz Arena było w stanie zapełnić się niemal do ostatniego miejsca w dzień finału, w którym miejscowy Bayern odebrał nagrodę. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, organizatorzy spisali się bardzo dobrze, a sama oprawa przy wręczaniu trofeum mogła sprawić wrażenie, że gra toczyła się o coś znacznie więcej niż o puchar organizatora, który obchodził stulecie swojego istnienia. Na listę minusów mogę wpisać nierozgarnięta ochronę wpuszczającą na sektory, bo przeważnie ów panowie nie porozumiewali się w języku angielskim. Można to jednak było wykorzystać w podstępny sposób, bo im więcej się do nich mówiło w niezrozumiałym języku, tym bardziej ustępowali. Nie dziwi mnie zatem, że mnóstwo ludzi było w stanie zmieniać swoje miejsce na trybunach, tłumacząc, że “tam siedzą moi znajomi, a ja osamotniony nie będę czuł się najlepiej”. To wystarczało. Każdemu kto marzył, by dostąpić podobnego honoru, życzę tego samego, co mnie spotkało. Miesza w głowie, nie pozwala później przestawić się na oglądanie piłki w telewizji i trochę uśmierca emocje, które dotychczas się z tego czerpało z tej przyjemności, ale wpływa na wzmożony apetyt w związku z obejrzeniem kolejnego meczu swojego ukochanego zespołu z trybun.
zostaw komentarz